Panele czy parkiet? Oto jest pytanie!

Posted under podłogi by user on piątek 16 Grudzień 2011 at 15:58

Pora roku może nie sprzyja remontom i wielkim zmianom w aranżacji, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozejrzeć się za materiałami, które okażą się niezbędne już na wiosnę, kiedy sezon remontowy na nowy się zacznie. Właśnie dlatego już teraz wielu ludzi staje przed dylematem – wybrać drewniany parkiet, czy może modne od kilku lat panele podłogowe? Co przemawia na korzyść, a co nie, w przypadku obu tych materiałów do krycia podłóg?

Panele podłogowe są zdecydowanie tańszym rozwiązaniem, aniżeli parkiet drewniany, dlatego bardzo wiele osób się na nie decyduje. Łatwo się je montuje, dostępne są w różnych odcieniach i wzorach – doskonale radzą sobie tym samym z imitacją droższego odpowiednika. Do ich zalet należy również uniwersalność – sprawdzą się w niemal każdym pomieszczeniu, pomijając może łazienkę i kuchnię, jednak tylko wtedy gdy wybierzemy odpowiednią klasę twardości. W pomieszczeniach intensywnie eksploatowanych sprawdzą się więc panele z drewna egzotycznego, np. iroko. Panele podłogowe mają również wady – dość szybko i łatwo można je zniszczyć, co jest procesem nieodwracalnym. Najczęściej panele niszczą się poprzez porysowanie albo zalanie – w tym przypadku wybrzuszają się.

Te kilka wad paneli podłogowych zdaje się przemawiać za wyborem parkiety drewnianego. Jest tylko jedno „ale”. Parkiet jest inwestycją drogą, jego położenie nie trwa też chwili – wymagane jest cyklinowanie i lakierowanie. Nie można jednak zapominać o zaletach parkietu – główną jest oczywiście możliwość odnawiania – wystarczy użyć cykliniarki, a następnie polakierować – pozwoli to cieszyć się odnowioną podłogą przez kilka następnych lat.

Warto przemyśleć wybór drewnianego parkiety, jeśli jednak nie dysponujemy w danej chwili większymi zasobami – wybierzmy panele. Na klasyczne, piękne drewno jeszcze przyjdzie czas – na pewno wtedy, kiedy panele się zużyją.

Oświetlenie w pracy stolarza

Posted under warsztat stolarza amatora by user on piątek 16 Grudzień 2011 at 15:27

Pisaliśmy już o sprawach stricte związanych z warsztatem pracy stolarza. Nie wspomnieliśmy jednak chyba o odpowiednim oświetleniu, które jest jednym z kluczowych elementów, które wpływają na efektywność pracy. Jakie powinno być, a jakiego unikać?

Zwykle bywa tak, zwłaszcza, jeśli mowa o stolarzach-amatorach, że warsztat znajduje się w piwnicy albo też jest jednocześnie garażem, suszarnią i pralnią (sic!). W takich warunkach trudno więc o światło słoneczne, które jest najlepszym z możliwych. W tym wypadku pozostaje więc wyposażenie miejsca pracy w takie oświetlenie, które pozwoli uniknąć błędów w pobieraniu wymiarów, czy też przycinaniu elementów w kolejnych projektach.

Zacznijmy od tego, jakie światło być nie może. A nie powinno być ani za ostre, ani za słabe. To pierwsze sprawi, że nasze oczy szybko zaczną łzawić, może dojść nawet do podrażnienia, natomiast w przypadku światła za słabego, będziemy tak usilnie wytężać wzrok, żeby coś dostrzec, że oczy szybko się zmęczą. Uniwersalnym rozwiązaniem będzie znalezienie złotego środka. Najbardziej zbliżone do światła słonecznego, a przy tym najzdrowsze dla oczu są żarówki typu LED. Oprócz tego potrzebują bardzo mało mocy, przez co są nawet 20-razy bardziej ekonomiczne, aniżeli żarówki zwykłe, czy nawet halogenowe.

Jednak wybór odpowiedniego typu żarówek to nie wszystko. Musimy jeszcze światło odpowiednio rozplanować tak, aby padało równomiernie na całej powierzchni stanowiska pracy z uwzględnieniem miejsc szczególnie ważnych (na przykład przy narzędziach stolarskich), co pozwoli na precyzyjne wykonywanie pracy. Oprócz światła górnego przyda się więc to miejscowe, czy też punktowe, w postaci np. lampki biurkowej.

Odpowiednio dobrane oświetlenie pozwoli na zaoszczędzenie czasu – praca będzie wykonywana sprawniej i efektywniej, a przecież głównie o to, w czynnościach stolarskich głównie chodzi.

Odnawiamy stare meble

Posted under meble by user on piątek 16 Grudzień 2011 at 13:47

Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że stare meble mają duszę, choć przez niektórych traktowane są nieco po macoszemu. Bo jak mają się nowe meble kuchenne do wysłużonych, wielopokoleniowych kredensów, które pamiętają nie tylko czasy drugiej, ale nawet pierwszej Wojny Światowej? No dobrze, ale nie sięgajmy pamięcią aż tak głęboko. Przecież stary mebel to również taki, który ma dziesięć i więcej lat. Jak sprawić, żeby znów wyglądał dostojnie, żeby zachęcał do oglądania, a nie odstraszał?

Nie jest to trudne zadanie, choć wymagające pewnego nakładu pracy i zaangażowania. Drewniany mebel trzeba na samym początku oczyścić – przez lata zebrała się na nim nie tylko warstwa kurzu, ale również innych zanieczyszczeń. Swoje robi też lakier czy inna powłoka, która miała za zadanie chronić drewno. To najbardziej absorbujący etap renowacji. Mebel można również odtłuścić specjalnym środkiem do tego celu – można go znaleźć w sklepach budowlanych. Tak przygotowany mebel możemy, a nawet musimy zakonserwować, aby nie niszczał. O tym, czy zdecydujemy się na lakierowanie czy bejcowanie, zależy od nas – pamiętajmy jednak, że w przypadku bejcowania uzyskamy ciemniejszy kolor, lakier natomiast będzie przezroczystą powłoką.

Mebel możemy oczywiście wzbogacić. Wymianie mogą podlegać uchwyty meblowe, przy odrobinie szczęścia powinniśmy znaleźć takie, które będą zbliżone wyglądem do starych – producenci zauważają, że wracamy do klasycznych dodatków. Jeśli będzie z tym problem, zawsze możemy poszukać uchwytów na ulicznych targach, jakich wiele – czasem bardziej opłaca się zakup jakiegoś rozklekotanego mebla, żeby tylko wydobyć z niego ozdobne uchwyty.

Tak odnowiony mebel z powodzeniem zajmie miejsce w centrum salonu, jednak sprawdzi się też w sypialni, kuchni, ale też przedpokoju. Byle tylko nikt nie wpadł na pomysł, żeby ponownie wpędzić go do piwnicy albo na strych.

Świąteczne porządki u stolarza

Posted under warsztat stolarza amatora by user on piątek 16 Grudzień 2011 at 13:00

Powoli dopadają nas przedświąteczne porządki. Mycie okien, gruntowne odkurzanie, trzepanie dywanów, wreszcie mycie i woskowanie samochodów. Okres przedświąteczny jest niesamowicie mobilizujący – dlaczego więc nie można by tego wykorzystać i nie posprzątać warsztatu stolarskiego?

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że większość stolarzy, czy to amatorów, czy prawdziwych profesjonalistów, niekoniecznie dba o ład. Pozornie tylko w tym nieładzie najłatwiej jest znaleźć potrzebne gwoździe, brakujące deski, czy inne ważne elementy i narzędzia, bez których praca w warsztacie nie jest możliwa. Dopiero, kiedy trzeba użyć któregoś z urządzeń warsztatowych, pojawia się problem – jak się do niego dostać, skoro pod nogami plączą się mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Trochę koloryzuję, jednak to nie znaczy, że porządek nie jest wskazany. Jak sobie poradzić z organizacją dosłownie wszystkiego w miejscu pracy?

Przydatne okażą się z pewnością mniejsze i większe pojemniki na narzędzia – tak, aby wszystkie młotki, dłuta i inne miały wyznaczone miejsce. Dla ułatwienia, każdą szufladę można opisać, choć nie będzie to chyba konieczne, jeśli do warsztatu będziemy zaglądali dość często. Świetnie sprawdzą się też wieszaki, na których umieścimy ubranie robocze i lżejsze stolarskie oprzyrządowanie (pędzle, miotełki, rękawiczki). Wszelkie większe narzędzia, których nie używamy na co dzień, najlepiej pochować w skrzyniach lub pudłach i odłożyć w jedno miejsce tak, aby nie przeszkadzały w codziennej pracy.

Na koniec ważna rada – przejrzyjmy wszystkie puszki z lakierami i farbami, worki z zaprawami i innymi specyfikami ułatwiającymi pracę. Te przeterminowane albo też prawie zużyte wyrzućmy, te, których jeszcze będziemy używać zamknijmy szczelnie i odstawmy na odpowiednią półkę. W warsztacie, w którym panuje porządek pracuje się lepiej, co docenicie już po pierwszej wizycie po wielkich świątecznych porządkach.